Encyklopedia roślin - porady

OGRÓD Z CHARAKTERKIEM

Na działce o powierzchni 6 arów znajduje się otoczony ogrodem dom z powierzchnią tarasową oraz wiata. W ogrodzie króluje roślinna różnorodność z drobną przewagą hortensji. Całość otoczona jest tujami i świerkami. Sporo drzew iglastych w ogrodzie została przycięta w ciekawe formy - to ja samodzielnie nadaje kształt moim roślinom. Ogród podzieliłam na trzy części: reprezentacyjną , wypoczynkową oraz gospodarczą. W części wypoczynkowej rośnie sporych rozmiarów drzewko bonsai oraz stoi duża drewniana leżanka, która zachwyca swoim wyglądem i oryginalnością. W drugiej części reprezentacyjnej znajduje się romantyczne oczko wodne z kaskadą, kolorowe wysepki kwiatowe pełne kwitnących róż. Wszystkie rabaty kwiatowe oddzielone są od trawnika polnymi kamieniami co znacznie ułatwia koszenie. To właśnie między nimi znajduje się huśtawka dla wnucząt oraz komplet mebli drewnianych. Jest to miejsce, gdzie można usiąść z kubkiem kawy w ręku i zachwycać się pięknymi widokami ogrodu. W ostatniej części gospodarczej znajduje się piękna drewniana ściana i drzwi w kolorze ciemnego brązu, na których wiszą oryginalne przedmioty ze swoją wiekową historią – są to prawdziwe starocie tj. podkowy, atrapy okna, sierpy itp. Drzwi wiaty przemieniłam na galeryjkę moich prac, które są zmieniane regularnie w zależności od obowiązującej pory roku – czasem są to ozdoby z gałązek brzozy, innym razem lawendowy wianek w kształcie serca. Imponujący efekt, który udało się osiągnąć to ciężka praca moich rąk.

NIGDY W ŻYCIU!

Niedziela ostatniego weekendu czerwca, szósta rano. Zakładam szlafrok i jeszcze lekko zaspana wychodzę z kawą na mokrą od nocnego deszczu trawę. Jak zwykle ptasie trele witają mnie pierwsze. Potem kolej na zapachy – sosnowe aromaty zmieszane z wilgocią, pachnie goździk pierzasty i róża. Nasze dwie kocice łaszą się do nóg, znów spędziły noc na polowaniu. Ze stawu zerwały się dzikie kaczki i oburzone moją obecnością z hałasem uciekły… Nad ranem znów słyszałam ten wielki plusk: ostrzeżenie od bobra; chyba sprowadził tu już całą rodzinkę... Rozglądam się wokół i śmieję sama z siebie ;) Moja ulubiona koleżanka do dziś wypomina mi ten dzień kiedy pomagała nam znosić graty z 3 piętra domu na otwockim blokowisku. Otwierał się nowy rozdział naszego życia i razem z mężem tremę pokrywaliśmy lekką głupawką… Wśród radosnego zamieszania na jeden z jej żartów odpowiedziałam ze śmiertelną powagą : „NIGDY W ŻYCIU! Elka nie wymyślaj - żadnego ogródka mieć nie będę. Trochę trawy do koszenia i szlus!” Wesołą gromadą dojechaliśmy do celu. Rozgrzane upałem sosny wydawały z siebie charakterystyczny żywiczny aromat. Na szczęście miły akcent wilgoci wprowadził przepływający przez działkę strumień, który wlewa się do sporego stawu. Wychodząc z samochodu rozejrzeliśmy się wokół: świeżo nabyty przez nas drewniany domek uroczo wtapiał się w wysuszoną trawę sięgającą po kolana a wybujałe pokrzywy wskazywały drogę do mało romantycznego miejsca, w którym kończy się kanalizacja ;) Jeszcze wszystkie meble nie zostały wniesione do środka kiedy mój zakochany w porządku małżonek uruchomił kosiarkę czyniąc tym samym pierwszy maleńki krok do oswojenia całkiem sporego terenu… Wczoraj minęło siedem lat od tego dnia. Kocham to miejsce od pierwszego wejrzenia. Zaczęło się od niezobowiązującego ogarniania podwórka, ot tak – żeby pomóc mężowi. Potem jednak nie dotrzymałam słowa – od kwiatka do kwiatka wpadłam po uszy: każdą wolną chwilę poświęcam tej ziemi. Zerowe doświadczenie, piaszczysta gleba – nie obyło się bez błędów. Ambitne wizje poległy w zetknięciu z rzeczywistością i ogród musiał ewaluować: z różanego zakątka pozostały najodporniejsze odmiany, rośliny zaczęły niedawno odbijać po licznych przeprowadzkach z miejsca w miejsce, a my po kilku latach harówki i eksperymentów pogodziliśmy się z faktem, że piękny trawnik pozostanie jeszcze długo w sferze marzeń.Na dzień dzisiejszy leśny ogród jaki stworzyliśmy to półdzikie założenie z elementami w postaci typowo ozdobnych fragmentów - stosowne do naszych możliwości czasowych i warunków naturalnych. Każda konstrukcja, każda roślinka, każdy metr kwadratowy zagospodarowanej części noszą ślady naszych rąk. Z pomocą literatury fachowej oraz internetowych porad, z dużym udziałem miesięcznika „Mój Piękny Ogród”, uczyliśmy się zasad uprawy roślin i czerpaliśmy inspirację do ciężkiej fizycznej pracy. Efekt wymaga jeszcze dopracowania, ale już sprawia nam wiele radości. NIGDY W ŻYCIU? Nie doceniłam magii ogrodów ;)