Nie sztuką jest wydać pieniądze, ale je zaoszczędzić. Zamiast kupować rośliny, lepiej próbować własnych sił w ich ukorzenianiu. Proponuję wszystkim miłośnikom hortensji, aby w ten sposób uzyskali dla siebie nowe krzewy. Zawsze łatwiej poprosić kogoś o jedna gałązkę, niż o podział całego egzemplarza.

W sierpniu dostałam od przyjaciółki kilka zielonych (nie zdrewniałych) pędów nowych, ciekawych odmian hortensji. Podzieliłam je na mniejsze kawałki tak, aby każdy miał jedną parę liści (zawiązki pąków kwiatowych należy usunąć) i co najmniej jedno lub dwa oczka. Gałązki zamoczyłam w ukorzeniaczu dla roślin zielonych i umieściłam w lekko kwaśnym podłożu. Włożyłam je do osobnych doniczek, a każdą z nich nakryłam kloszem z dużej plastikowej butelki. Tak przygotowane pojemniki postawiłam w zacienionej części ogrodu. Potem dbałam  w zasadzie już tylko o utrzymanie stale wilgotnej gleby.

Już teraz warto przemyśleć, jakie cebulki tulipanów wybrać do jesiennego sadzenia - to nasze rekomendacje:

Już w połowie września pojawiły się nowe listki u wszystkich sadzonek, co świadczyło o tym, że się ukorzeniły. Przed nadejściem przymrozków doniczki z młodymi roślinami (bez plastikowych okryć) przeniosłam do chłodnego, jasnego pomieszczenia. W okresie zimowym nie zgubiły liści i powolutku sobie rosły. Wiosną każdą z nich przesadziłam do większego pojemnika i zasiliłam nawozem do hortensji.

Postawiłam je w ogrodzie pod drzewami, aby zapewnić im trochę cienia. Rekompensatą za cały podjęty trud było pojawienie się pąków kwiatowych. Wszystkie ukorzenione w opisany sposób rośliny zakwitły po roku. Zachęcona udanym eksperymentem postanowiłam, że samodzielnie rozmnożę kolejne egzemplarze.

Pod koniec sierpnia następnego roku zaczęłam ukorzenianie pięciu nowych sadzonek. Kolejne przygotowałam na początku października. Wybór padł na hortensję bukietową 'Unique', której wiatr połamał kilka gałązek. W tym przypadku wykorzystałam ukorzeniacz do roślin częściowo zdrewniałych. Miałam obawy, czy powiedzie się rozmnażanie roślin w tak późnym terminie, ale okazało się, że niepotrzebnie. Sadzonki przyjęły się bez problemu.

Uważam, że warto eksperymentować w ogrodzie. Sama dzięki temu zdobywam nowe doświadczenia, którymi mogę podzielić się z innymi. Jeśli ukorzeni się więcej sadzonek, niż potrzebujemy, to żaden kłopot – zawsze można zrobić komuś miły prezent lub wymienić na inną roślinę. Po ustaleniu nazw gatunkowych, a tym samym odporności na mróz, nasze nowe hortensje możemy po roku posadzić w ogrodzie lub uprawiać je w doniczkach.