Gdy zagospodarowaliśmy ogród, pozostał nam niewielki plac, na którym wcześniej wysypywaliśmy gruz i ziemię z przekopów. Były różne pomysły na zapełnienie tego wzgórza. I wtedy mój mąż pół żartem, pół serio, stwierdził, że zbuduje tu zamek. Od razu wiedziałam, że to dobry trop. Słoneczne wzniesienie z trzema pięknymi brzozami w tle okazało się wręcz idealnym miejscem dla twierdzy.

Źródło inspiracji

Mieszkamy blisko Jury Krakowsko-Częstochowskiej, która zachwyca wieloma zamkami. Sami mamy jednak sentyment do tego w Będzinie. Pochodzi on z XIV wieku, z czasów Kazimierza Wielkiego. Oczyma wyobraźni już widziałam miniaturę tej budowli – z piękną zieloną od rojników fosą i kamienną dróżką wijącą się wśród wrzosów w górę prosto do zamku. I tak rozpoczęły się dla mojego męża Zdzisława dwa miesiące pracy na kolanach, w wybitnie niewygodnych pozycjach.

Etapy budowania zamku

Prace rozpoczął od wylania głębokiego (80 cm) fundamentu. Gdy beton podsechł, przygotował materiał – dużą ilość drobnych, płaskich wapiennych kamieni. Na fundamencie rozplanował miejsce dla murów, wieży i części mieszkalnych. Budowa odbywała się etapami. Ta żmudna praca polegała na dobieraniu odpowiednich kamieni i łączeniu ich silną zaprawą cementową (proporcje 1:2, tj. 1 część cementu i 2 piasku). Po ułożeniu kilku warstw i ich podsuszeniu jeszcze w tym samym dniu mąż przystępował do czyszczenia zabrudzeń za pomocą drucianej szczotki. Tak powstawały w kolejności: stołp, mury wewnętrzne z zabudowaniami mieszkalno-obronnymi, mur zewnętrzny, most i droga do twierdzy. Dużym wyzwaniem było wykonanie miniaturowych okien. Uroku zamkowi dodało podświetlenie reflektorem z diodami LED. Zwłaszcza wieczorem wygląda to zachwycająco.

Zamek stoi na wzgórzu wrzosowym. A wieża zamkowa to ulubione miejsce do obserwacji terenu dla naszej kotki Nikity.

Elżbieta Tomecka